Eriu
Spojrzałam na kolegę stojąc w
kolejce do okienka. Kiwnął głową i kolejki zmniejszyły się po
kilku minutach. Byliśmy coraz bliżej. Coraz bliżej do bogactwa.
Przeczesałam dłonią swoje brązowe włosy i podeszłam do okienka,
gdy nadeszła moja kolej. Rzuciłam okiem na Martina, który równo
ze mną zajął miejsce przy swoim okienku. Wzięłam głęboki
oddech. Od rana czuję, że coś pójdzie nie tak.
Zaczęłam wymieniać zdania z panią
zabiurkiem i pozazasięgiem jej wzroku z telefonu wysłałam sygnał
do naszego informatyka, który już prawdopodobnie czychał przy
źródle prądu. Kątem oka spojrzałam na Martina, który wykonał
podobny gest chwilę później. Czekaliśmy aż światło zgaśnie,
ale ta chwila nie nadchodziła. Wraz z kolegą ponowiliśmy sygnał.
Ze swojego miejsca doskonale widziałam zdenerwowanie pomysłodawcy
tego napadu. Oboje wiedzieliśmy, że coś poszło nie tak.
Martin wstał gwałtownie i
z bluzy wyjął pistolet. Powtórzyłam jego ruch i w całym
pomieszczeniu zapadła głucha cisza, ale nie na długo.
- To jest napad! Wszyscy ręce do
góry, bank jest otoczony! – oczywiście blefował. Było
Nas tylko trzech. Ja, on i nasz kolega.
Martin przeszedł przez biurko, podszedł do kobiety i przyłożył
jej pistolet do skroni. Ja zrobiłam to samo.
- Wypłacać wszystko! –
krzyknęłam. Kobiety zabrały się za szybkie wypłacanie
pieniędzy.
Obserwowałam moją zakładniczke.
Gdzieś w tle słyszałam popędzanie Martina. W kilka chwil zabrałam
kobiecie wypłacone pieniądze i schowałam je do kieszeni. W baku
długo panowała cisza. W pewnej chwili podszedł do mnie Martin i
część swoich łópów oddał mi, ponieważ ten nie miał miejsca.
Oddałam zakładniczkę w jego ręce i poszłam do jakiegoś gabinetu
zrobić z bluzy i spodni worek na zdobyte pieniądze. Od razu zrobiło
mi się lżej. Pod bluzą i spodniami miałam czarny, skórzany
kombinezon. Związałam prowizoryczny worek i wtem usłyszałam, jak
Martin krzyczy „Pisarskie! Uciekać!“. Zabrałam worek i chwilę
się zastanawiałam czy nie zostać i pomóc wspólnikom, czy uciec
razem z łupem. Moje rozmyślanie przerwało walenie do drzwi mojej
kryjówki. Nie było czasu. Wzięłam pieniądze i rozejrzałam się
po pomieszczeniu. Jedyną drogą ucieczki było okno, które
znajdowało się nad biurkiem. Ponownie przeleciałam wzrokiem szary
pokój szukając czegoś, czym rozbiję szybę. Walenie stawało się
coraz głośniejsze. Sięgnęłam po gaśnice i wybiłam okno.
Wyskoczyłam przez nie razem z łupem i pobiegłam do motocykla. Tam
założyłam kask i ruszyłam przed siebie na pełnym gazie.
Wjechałam na jeden z dalej
położonych ogrodów. Jest późna jesień, więc nie miałam
problemu ze schowaniem w krzakach motocykla, rozwaleniem zamek i
zabraniem szpadla. Wykopałam pośpiesznie dół, wrzuciłam do niego
worek z urań z pieniędzmi, zakopałam i odłożyłam szpadel do
szopy. Otrzepałam kombinezon i postanowiłam wykorzystać moją
chwilową anonimowość, i poszłam do głównego wejścia. Przyda mi
się chwila odpoczynku chociaż wiedziałam, że może to być głupia
decyzja nocować u kogoś innego. W końcu wsypałby mnie przy
pierwszej lepszej okazji, ale z drugiej strony, to od napadu minęło
dopiero kilka minut.
Zapukałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz