wtorek, 13 marca 2018

Uciekinierka || Eriu


Eriu
Spojrzałam na kolegę stojąc w kolejce do okienka. Kiwnął głową i kolejki zmniejszyły się po kilku minutach. Byliśmy coraz bliżej. Coraz bliżej do bogactwa. Przeczesałam dłonią swoje brązowe włosy i podeszłam do okienka, gdy nadeszła moja kolej. Rzuciłam okiem na Martina, który równo ze mną zajął miejsce przy swoim okienku. Wzięłam głęboki oddech. Od rana czuję, że coś pójdzie nie tak.
Zaczęłam wymieniać zdania z panią zabiurkiem i pozazasięgiem jej wzroku z telefonu wysłałam sygnał do naszego informatyka, który już prawdopodobnie czychał przy źródle prądu. Kątem oka spojrzałam na Martina, który wykonał podobny gest chwilę później. Czekaliśmy aż światło zgaśnie, ale ta chwila nie nadchodziła. Wraz z kolegą ponowiliśmy sygnał. Ze swojego miejsca doskonale widziałam zdenerwowanie pomysłodawcy tego napadu. Oboje wiedzieliśmy, że coś poszło nie tak.
Martin wstał gwałtownie i z bluzy wyjął pistolet. Powtórzyłam jego ruch i w całym pomieszczeniu zapadła głucha cisza, ale nie na długo.
- To jest napad! Wszyscy ręce do góry, bank jest otoczony! – oczywiście blefował. Było
Nas tylko trzech. Ja, on i nasz kolega. Martin przeszedł przez biurko, podszedł do kobiety i przyłożył jej pistolet do skroni. Ja zrobiłam to samo.
- Wypłacać wszystko! – krzyknęłam. Kobiety zabrały się za szybkie wypłacanie pieniędzy.
Obserwowałam moją zakładniczke. Gdzieś w tle słyszałam popędzanie Martina. W kilka chwil zabrałam kobiecie wypłacone pieniądze i schowałam je do kieszeni. W baku długo panowała cisza. W pewnej chwili podszedł do mnie Martin i część swoich łópów oddał mi, ponieważ ten nie miał miejsca. Oddałam zakładniczkę w jego ręce i poszłam do jakiegoś gabinetu zrobić z bluzy i spodni worek na zdobyte pieniądze. Od razu zrobiło mi się lżej. Pod bluzą i spodniami miałam czarny, skórzany kombinezon. Związałam prowizoryczny worek i wtem usłyszałam, jak Martin krzyczy „Pisarskie! Uciekać!“. Zabrałam worek i chwilę się zastanawiałam czy nie zostać i pomóc wspólnikom, czy uciec razem z łupem. Moje rozmyślanie przerwało walenie do drzwi mojej kryjówki. Nie było czasu. Wzięłam pieniądze i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Jedyną drogą ucieczki było okno, które znajdowało się nad biurkiem. Ponownie przeleciałam wzrokiem szary pokój szukając czegoś, czym rozbiję szybę. Walenie stawało się coraz głośniejsze. Sięgnęłam po gaśnice i wybiłam okno. Wyskoczyłam przez nie razem z łupem i pobiegłam do motocykla. Tam założyłam kask i ruszyłam przed siebie na pełnym gazie.
Wjechałam na jeden z dalej położonych ogrodów. Jest późna jesień, więc nie miałam problemu ze schowaniem w krzakach motocykla, rozwaleniem zamek i zabraniem szpadla. Wykopałam pośpiesznie dół, wrzuciłam do niego worek z urań z pieniędzmi, zakopałam i odłożyłam szpadel do szopy. Otrzepałam kombinezon i postanowiłam wykorzystać moją chwilową anonimowość, i poszłam do głównego wejścia. Przyda mi się chwila odpoczynku chociaż wiedziałam, że może to być głupia decyzja nocować u kogoś innego. W końcu wsypałby mnie przy pierwszej lepszej okazji, ale z drugiej strony, to od napadu minęło dopiero kilka minut.
Zapukałam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz